 |
| Właściwy pies na właściwym miejscu. |
Mam psa, ma na imię Śledzik,
dla Anglików Slegy. Pół husky, pół border collie. W krainie
uprzejmego, lecz chłodnego dystansu psy są prawdziwymi
“emocjonalnymi lodołamaczami”. Można o nich rozmawiać z
zupełnie obcymi osobami, zagadać lub zostać zagadanym. Pies to
chyba drugi po pogdzie ulubiony temat niezobowiązujących pogawędek.
Wymiana zdań człowiek – człowiek to jedno, ale nie sposób nie
zwrócić uwagi na komunikację człowiek – pies. Najbardziej
uderza ton, jakim mówi się do nich. Kobiety nawołują swoich
pupili w możliwie najwyższej, wręcz sopranowej tonacji. Przypomina
to sposób mówienia do dzieci. Podobno psy najlepiej to słyszą.
Pierwsze wrażenie jest naprawdę dziwne. Oczywiście przyzwyczaiłam się już do tego i sama czasem używam tego tonu, ale upewniam się
najpierw, że nikt mnie nie widzi ani nie słyszy.
Ton to nie wszystko, ważna
jest też treść przekazu. W Polsce uśmiechamy się z sympatią
mijając starszą panią, która do swojego otyłego kundelka
odzianego w jaskrawy, wełniany kubraczek (przez nią zrobiony) mówi
jak do wnuka. Myślimy – samotna osoba, pies to jej jedyny
towarzysz. W Anglii wszyscy i wszędzie, bez żenady, do psów mówią
jak do dzieci. Mnie to akurat cieszy, że tak tu się je traktuje.
Nie dziwi mnie już pan w sile wieku, który strofuje parę uroczych,
młodych golden retriverów: “Ależ chłopcy, idźcie prosto, bo
jak się tak będziecie dalej zachowywać, to nigdzie nie pójdziemy
i koniec spaceru”. Oczywiście nie wszystko wygląda tak różowo.
Jest
pewnien gatunek właścicieli, a raczej właścicielek czworonogów
(nie lubię tego słowa, ale potrzebuję synonimu), które staram się
omijać. Rozpoznaję je na odległość. Węsząc skandal, od razu
biorę Śledzia na smycz. Problem w niezrozumieniu psiej psychologii.
Samce alfa lubią ustawić odpowiednią hierarchię w stadzie.
Objawia się to odruchem dominacji. Można ją okazać kładąc głowę
na grzbiecie “zdominowanego” albo, niestety, skacząc na tylnią
część jego ciała, co utorzsamiane jest z czynnością seksualną.
Przewrażliwione właścicielki, nie mające pojęcia o zachowaniach
psów, dostają histerii na widok “tych” ruchów i wszczynają
awanturę, robiąc się bardziej agresywne od walczących amstaffów.
Kiedy psy już dawno by sprawę załatwiły między sobą i poszły
do domu, one wciąż zniesmaczone krzyczą. Bywają tez łagodniejsze,
ale bardziej ekscentryczne “adwokatki” swoich pupili. Pewna pani,
aspirujaca do wyższych sfer, zapytała mnie, gdy jej corgie chciał
obwąchać psim zwyczajem zadek Śledzia: “Czy nie ma pani nic
przeciwko”? Nie miałam. Śledź też nie.
Z
reguły jednak Anglicy pragną uniknąć konfrontacji. Są przy tym
szalenie uprzejmi. Ta zapobiegliwość połączona z uprzejmością
doprowadza czasami do absurdalnych sytuacji. Czując, że Śledź ma
ochotę zdominować napotkanego golden retrivera, wzięłam go na
smycz. Okazało się, że i tamten pies miał podobne ciągoty.
Właściciele zaczęli więc go przywoływać: “Nawet o tym nie
myśl. No chodź! Kiełbaski, kiełbaskiiiiii!!!” (“kiełbaski”
wykrzyczane oczywiście w wysokiej tonacji). Tymczasem, chcąc
uniknąć kolejnego problemu, musiałam odciągnąć Śledzia od
czekoladowej labradorki (straszliwe psie uwodzicielki). Zobowiązana
właścicielka chciała przywołać ją do porządku, pokrzykując
“Biszkopty, biszkopty, biszkopty”. W to wszystko wbiegł zawsze
wkurzony stary beagle Jack, który wobec Śledzia jest agresywny.
Właściciel dołączył więc do chórku biszkoptowego, ale Jack
miał to w głębkim poważaniu. Pośród “kiełbasek” i
“biszkoptów” sytuacja zaczęła się zaostrzać. Jack rzucił
się na Śledzia a jego właściel rzucił piłką w Jacka. Ta odbiła
się od psa i z całą mocą trafia we mnie. Diabli wzięli uprzejme
starania. Przeprosinom nie było końca.
 |
| Tu będę przychodził. |
 |
Idzie z tym biszkoptem czy nie?
|
To,
co mnie na początku zaskakiwało, to fakt, że nikt nic nie ma
przeciwko psom w pubach. Tym bardziej, ze pub to nie tylko napoje,
ale i jedzenie, a dla niektórych zwierzę i higiena to elementy
wykluczające się. Miskę z wodą pies dostanie wszędzie, to akurat
normalne, ale w standardzie są także psie biszkopty a nawet wygodne
posłanie. Nierzadko to kelner przynosi zwierzakowi ciasteczko. Śledź wyrobił sobie nawyk opierania się przednimi łapami o bar i sprawdzania, czy tu podają coś "na ząb". Do wejścia często psa zaprasza już tablica na zewnątrz. W
jednym z pubów wypisano: “Dzieci tolerowane, psy mile widziane”...
 |
| Siedzę i myślę |
 |
Rzuci się czy się nie rzuci?
|
 |
Zdecydowanie to moja sofa.
 |