wtorek, 19 kwietnia 2016

1. Intro - Królicza nora

   Mieszkałam kiedyś w Afryce, w Tanzanii, w świecie jakże innym od wcześniej mi znanego. Na każdym kroku byłam zaskakiwana, zdziwienie było wpisane w codzienność. Teraz mieszkam w Anglii, w Guildford w hrabstwie Surrey i nie przestaję się dziwić. Bo choć Anglia wydaje się pod wieloma względami tak bliska Polsce, różnice są zakakujące. Są bardziej zwodnicze, bo pojawiają się zupełnie niespodziewanie. Subtelne, trudne do zdefiniowania, tworzą mikropułapki, o które łatwo się potknąć i wpaść wprost do króliczej nory. Postnowiłam przyjrzeć się bliżej tej norze, zostać badaczką małych angielskich dziwactw, opisać subtelności, na które zazwyczaj nie zwraca się uwagi, ale to właśnie one tworzą tożsamość miejsca, są drobnymi plamkami, z którch stworzony jest wielki obraz.

     Badam bardzo ograniczony skrawek terytorium, moje opisy są subiektywne i nie formułuję wniosków, które odnoszą się do całej społeczności. Tytuł bloga nawiazuje oczywiście do książki Lewisa Carrolla, króry mieszkał w Guildford i tu pisał. Nie tylko dlatego wybrałam ten tytuł. Anglia jest dla mnie trochę zaczarowaną krainą, gdzie wciąż urządza się przyjęcia przy herbatce, gdzie sklep z nakryciami głowy nazywa się “U Szalonego Kapelusznika” a szykowny pub to Marcowy Zając. W pubach i restauracjach są fotele w kratę jakby wyjęte z mieszkania Sherlocka Holmesa, na spacer chodzę na wichrowe wzgórza, gdzie można spotkać jegomościa w tweedowej marynarce z chartem przy boku. Całości dopełnia wiktoriańska i edwardiańska zabudowa. Wystarczy tylko dodać mgłę i obraz tego wyjątkowego świata, zakorzenionego w przeszłości, gotowy. Przybyszowi może wydać się on fikcyjny i w tę fikcję przyjemnie jest się zanurzyć, choć czyhają w niej i czarne charaktery. Ja własnie taką Anglię lubię widzieć i wiem też, że to obraz wybiórczy i mocno wyidealizowany, ale coż...każdy ma taką króliczą norę, jaką sobie wymyśli.  


Klimaty
Wichrowe wzgórza



Wichrowe wzgórza, gdy nie ma mgły

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz