Właśnie dzieje się coś, co każe mi
napisać o kolorze niebieskim. Jest to mój ulubiony kolor,
fascynujący ze względu na ilość odcieni a także ich szalenie
poetyckich nazw. Jako mała dziewczynka zakradałam się do szafki, w
której mój tata trzymał farby, ktredki i pastele. Były to
przedmioty dla mnie zakazane, bo jako dziecko mogłam je przecież
“wypaprać”, połamać, zniszczyć. Ja jednak otaczałam je
kultem i zaciagałam się zapachem tej szafki, którego główną
nutę stanowiła woń drewnianych ołówków. Wpatrywałam się w
prosokąty kolorów wypełniające czarne pudełko. Każda z farb
miała wgłębienie, które powstało na skutek nabierania koloru na
pędzel. Tworzyły zwarte, błyszczące powierzcnie. Na wieczku
znajdował się opis z nazwami kolorów. Wśród odcieni niebieskiego
kobaltowy, chabrowy, turkusowy i ten jeden, jedyny, najbardziej
podniecający: Błękit paryski. Ciemny, zimny, nasycony, trudny do
zdefiniowania niebieski. Do tego z Paryża! Czy chodzi tu o kolor
płaszczy paryskich dam, kolor nieba nad miastem, apaszek i szalików,
ścian w mieszkaniach czy jeszcze czegoś innego? Definicja tego nie
wyjaśnia a do tego odziera barwę z magii:
"Błękit paryski - kolor zimny pochodny. Czasami bywa mylony z granatowym, choć nie jest do niego zbyt podobny. Przypisywany jest nieorganicznemu związkowi chemicznemu, żelazocyjankowi potasowo - żelazowemu. Ta sama substancja nazywana jest też błękitem pruskim i błękitem Turnbulla, od czego nazwy biorą dwa zupełnie inne kolory."(http://pl.kolory.wikia.com/wiki/Błękit_paryski)))
"Błękit paryski - kolor zimny pochodny. Czasami bywa mylony z granatowym, choć nie jest do niego zbyt podobny. Przypisywany jest nieorganicznemu związkowi chemicznemu, żelazocyjankowi potasowo - żelazowemu. Ta sama substancja nazywana jest też błękitem pruskim i błękitem Turnbulla, od czego nazwy biorą dwa zupełnie inne kolory."(http://pl.kolory.wikia.com/wiki/Błękit_paryski)))
Od czasu fascynacji Błękitem Paryskim
z zainteresowaniem śledzę popisy producentów farb ściennych w
obszarze nazw kolorów. W Anglii jest bardzo stylowa sieć sklepów z
tapetami i farbami: Farrow&Ball. Odnoszę wrażenie, że jeśli
nazwa firmy składa się z dwóch nazwisk zespolonych &, cieszy
się w Anglii wiekszym uznaniem, szczególnie w sektorze
przeznaczonym dla podwyższonego standardu. Wizyta w Farrow&Balls to estetyczna uczta. Wkraczamy w swiat stylowych tapet,
ozdobnych sztukaterii, propozycji kolorystycznych właściwych dla
pokoi, które są poza zasięgiem przeciętnego człowieka, ale
zawsze można do nich aspirować. Pewnie na tym właśnie bazuje
wiele sklepów o dwuczłonowej nazwie. Trudno uciec od snobizmu i
aspiracji w społeczeńswie, w którym podział klasowy był i jest
tak znaczący. Hiacynta Bukietowa, która tak bardzo starała się
przeskoczyć o klasę wyżej, na pewno kupowałaby w Farrow&Ball
pod warunkiem, że puszki po farbach z logo firmy widziałaby jej
sąsiadka.
Zostawiam Hiacyntę i wracam do
sklepu, do kolorów. Jest i on: NIEBIESKI, w wielu odcieniach. Do
tego cała poezja nazw. Jak sami zwracają uwagę producenci a może
raczej twórcy z Farrow & Ball, “jednym z ekscentrycznych, ale
też jakże eleganckich atrybutów ich farb są właśnie nazwy.
Zawsze dystyngowane i zakorzenione w przeszłości. Są wręcz
tematem rozmów!” Owładnięta atmosferą stylowego sklepu, cała w dystynkcjach a wręcz pretensjch, zagłębiam się w metafory
niebieskości. Jako pierwszy mój ulubiony: “Drawing Room Blue”
czyli “Bawialniany Niebieski”. Oto jego opis: “Tradycyjny
salonowy niebieski. Jego czysty odcień odnosi się do kobaltowego
pigmentu używanego przez artystów i wytrawnych dekoratorów od
czasu jego odkrycia w XIX w.” Kolejny odcień to “Stiffkey Blue”,
który nawiązuje do “niezwykłego koloru błota z plaż Stiffkey w
Norfolk. Odrobinę bardziej niebieska alternatywa dla odcienia Down
Pipe”, czyli takiego, który wizualnie pozwala się wtopić w tło
rurom kanalizacyjnym, które w Anglii często znajdują się na
zewnątrz budynku.
Poniżej link do video prezentującego Stiffkey Blue.
https://www.youtube.com/watch?v=v5AQQoziH-8
Nie mogę pominąć “Inchyra Blue”, który to odcień pierwszy raz został użyty w klasysznym gregoriańskim Inchyra House tak, aby współgrał z nastrojwymi kolorami szkockiego nieba. Niebieskich jest jeszcze kilkanaście, każdy o równie wymyślnej nazwie. Niepocieszona brakiem bawialni, opuszczam elegancki sklep. Ach, nie mogę nie wspomnieć o pewnym różu...Otórz “Peignoir” czyli “Peniuar” to “romantyczny odcień zainspirowany szyfonowymi szlafrokami, którymi tradycyjnie okrywały sie damy, szczotkując włosy w buduarze”...
Poniżej link do video prezentującego Stiffkey Blue.
https://www.youtube.com/watch?v=v5AQQoziH-8
Nie mogę pominąć “Inchyra Blue”, który to odcień pierwszy raz został użyty w klasysznym gregoriańskim Inchyra House tak, aby współgrał z nastrojwymi kolorami szkockiego nieba. Niebieskich jest jeszcze kilkanaście, każdy o równie wymyślnej nazwie. Niepocieszona brakiem bawialni, opuszczam elegancki sklep. Ach, nie mogę nie wspomnieć o pewnym różu...Otórz “Peignoir” czyli “Peniuar” to “romantyczny odcień zainspirowany szyfonowymi szlafrokami, którymi tradycyjnie okrywały sie damy, szczotkując włosy w buduarze”...
To jeszcze nie koniec mojej
przygody z kolorami od Farrow&Ball.
U znajomych, którzy właśnie
przeprowadzili remont, podziwiam odcienie szarości zdobiące ściany.
Widzę znajomą puszkę, natychmiast sprawdzam nazwę koloru.
Coż...widać, że szarościom do bawialni dalego, nie ma co ich
szukać na plażach Norfolk, w ogóle na powierzchni ziemi...Głęboką,
chłodną szarość nazwano bowiem: “Mole's Breath” czyli “Oddech
Kreta”...Czegóż dowiadujemy się z opisu? Otóż “Oddech Kreta”
jest odrobinę mniej zielony niż bardzo popularny “Grzbiet
Myszy”... Mogłabym w to brnąć dalej, ale czas wrócić do
niebieskiego. Pretekstem do tego wpisu było coś, co jest lokalnym
wydażeniem, trwa kilka tygodni, zaznaczone jest nawet na
przydrożnych tablicach z mapką leśnych ścieżek i ma kolor
niebieski. To BLUEBELLS czyli dzwoneczki, a raczej ich kwitnięcie. W
kwietniu a czasem w maju całe połacie lasu zabarwiją się na
niebiesko. To niebieski w jednym z najwspanialczych odcieni.
Szukałam go w katalogu Farrow&Ball, ale nie ma, nie ma
“Bluebells magic” ani nawet “Royal Bluebells”. Może ten
odcień jest nie do podrobienia a może byłby zbyt ekscentryczny
nawet dla Anglików. Wspaniale wyglada w zestawieniu z soczystym,
wręcz świecącym zielonym liści dzwoneczków. Magia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz